Kobiety mają trudniej. Dr Kacprzak o leczeniu piłkarek

Napisany przez w kategorii 1. liga gr. północna, 1. liga gr. południowa, Ekstraliga, Newsy, Reprezentacje, Reprezentacje polskie, Rozgrywki krajowe, Rozwój kobiecej piłki, Włącz się do gry.

Kobietom grającym w piłkę nożną należy się tym większy szacunek, że są bardziej narażone na kontuzje od mężczyzn ze względu na budowę ciała. Dr Kacprzak z kliniki Orto Med Sport opowiada o leczeniu piłkarek i radzi jak zapobiegać urazom.

Coraz więcej dziewczyn chce grać w piłkę. Kluby z sekcjami żeńskimi cieszą się coraz większym zainteresowaniem i mają coraz większą możliwość selekcji. Bardzo mi się to wszystko podoba i życzę sobie tylko, aby za tym wszystkim szła jeszcze cała profilaktyka związana z dbaniem o zdrowe ciało i możliwość jego szybkiego leczenia w przypadku ewentualnych urazów – mówi Bartłomiej Dr Kacprzak, lekarz UKS SMS Łódź.

Kobietom grającym w piłkę nożną należy się tym większy szacunek, że są bardziej narażone na kontuzje od mężczyzn ze względu na budowę ciała. Chodzi zwłaszcza o ustawienie kończyn, kolan, stawów skokowych. Do urazów predysponuje je także budowa miednicy. Do tego wszystkiego trzeba pamiętać, że kobieca mentalność jest nieco inna niż męska. Czasem z paniami pracuje się zdecydowanie lepiej niż z mężczyznami, ale czasami trzeba też przytulić i pogłaskać, podchodząc do pacjentki bardziej jak tata czy brat niż jako lekarz – nie ukrywa 32–letni ortopeda z łódzkiej kliniki Orto Med Sport, która opiekuje się liderkami grupy północnej pierwszej ligi.

– Z zadowoleniem obserwuję, że zmienia się podejście tak do profilaktyki, jak i odnowy biologicznej. I to nie tylko w zespole seniorek, ale w całej szkole, gdzie regularnie organizujemy też lekcje wychowawcze z zakresu medycyny sportowej. Zresztą szefostwo placówki już widzi, że takie akcje przynoszą pożądany efekt, bo liczba urazów systematycznie spada. Nawet zwykłych skarg na bóle przeciążeniowe jest zauważalnie mniej. Nie będzie nadużyciem, gdy powiem, że pieniądze na wyposażenie salki do ćwiczeń według naszych zaleceń już się chyba zdążyły zwrócić. A tego sprzętu naprawdę jest tam sporo: od platform sensomotorycznych po zestawy do ćwiczeń z linami – opowiada dr Kacprzak. – Jeśli coś złego się zaczyna dziać po sobotnim meczu, dziewczyny już w niedzielę od rana są u nas na badaniu i od razu zaczynamy działać. Bo każdy dzień zwłoki oznacza później wydłużenie procesu rekonwalescencji i  niepotrzebne zaległości treningowe. I tak samo postępujemy w przypadku drużyn męskich, z którymi współpracujemy. Jako były piłkarz, który sam doświadczył problemów ze zdrowiem, najlepiej wiem, jaką udręką dla sportowca jest okres niepewności. Kiedy nie wiadomo, co tak właściwie dzieje się w naszym organizmie i jakie będą tego skutki. Czasem taki znak zapytania w głowie może mieć gorsze konsekwencje dla danej psychiki niż krótka fizyczna niedyspozycja. Doktor jest od tego, żeby pomagać i nigdy o tym nie zapominam.

Kacprzak, w którego gabinecie regularnie można też spotkać zawodników męskiej Ekstraklasy, zdaje sobie jednak sprawę, że taka profesjonalna opieka medyczna należy do rzadkości w kobiecym futbolu. – Nasze dziewczyny wykazują się coraz większą samoświadomością. Za to w większości klubów niestety nie ma raczej nic jeśli chodzi o właściwe zaplecze medyczne. Wiąże się to z prostą przyczyną: koniecznością ponoszenia dodatkowych nakładów finansowych. Odnowa biologiczna, dieta, profilaktyka, utrzymanie sztabu medycznego wraz z trenerem personalnym i fizjoterapeutą – to wszystko kosztuje. A praktycznie wszystkie kobiece ekipy w Polsce działają w oparciu o minimalne budżety, w których nie ma miejsca na takie „ekstrawagancje” – ubolewa łódzki lekarz. – Większość dziewczyn dba zatem o własne zdrowie na tyle, na ile same mogą sobie na to pozwolić i na ile są świadome tej problematyki. Dlatego ważne jest, aby na swojej drodze jak najwięcej ludzi, którzy będą je rozwijać w tej kwestii i powtarzać im pewne rzeczy aż do znudzenia. Aby te wszystkie zachowania niezbędne do minimalizacji ryzyka urazów, stały się regułą, a nie wyjątkiem. Aby pamiętanie o odnowie, regeneracji, dodatkowym treningu czy diecie były czymś zupełnie naturalnym i powszednim.

Zdaniem Kacprzaka, istotną kwestią, która wpływa na liczbę urazów w futbolu kobiecym, jest również jakość nawierzchni. – Uważam, że cały czas za mało jest u nas boisk trawiastych z prawdziwego zdarzenia. Owszem, murawy ze sztuczną nawierzchnią są fajne, zwłaszcza w okresie zimowym, ale nic nie zastąpi miękkiej, naturalnej trawy. W takich warunkach gra jest dużo bardziej bezpieczna i pozwala uniknąć wielu dolegliwości, które mogą się objawić przy nadmiernym korzystaniu z murawy syntetycznej. Przy każdej okazji powtarzam, że nie ma co oszczędzać na budowie i utrzymaniu boisk, bo ta różnica w jakości spłaci się bardzo szybko – podkreśla dr Kacprzak, który od kilku miesięcy współpracuje z ośrodkiem medycznym FC Barcelona. – Pamiętajmy też o tym, że na sztuczną nawierzchnię trzeba mieć odpowiednie obuwie. Bo inaczej but się zatrzyma, a kolano poleci dalej, co będzie skutkowało poważną kontuzją. Nie ma co się oszukiwać, nasze ciała nie są do końca przygotowane na takie przeciążenia, jakie mają miejsce przy grze na syntetycznej trawie.

– Analizy pokazują, że najgorszy dla zawodników i zawodniczek jest moment przejścia z jednego typu murawy na drugi. Czyli końcówka jesieni i początek wiosny, który mamy za pasem. Wynika to z biomechaniki i faktu, że organizm potrzebuje trochę czasu, aby się przestawić. Warto o tym pamiętać, bo jeśli nasze ciało nie zdąży się zaadaptować, szybko mogą pojawić się skręcenia czy naderwania – przestrzega Kacprzak, który z zadowoleniem obserwuje zmianę podejścia u zawodniczek z Milionowej. – Z satysfakcją obserwują, że przez dwa lata naszej współpracy z SMS–em świadomość zawodniczek zdecydowanie wzrosła. Doszło już nawet tego, że dziewczyny same przed sobą wstydzą się, jeśli czegoś nie zrobią, a wiedzą, że powinny. Nasze niezliczone rozmowy nie trafiły w próżnię i wierzę, że wspólnie wypracowujemy coś, co stanie się niebawem standardem w polskim futbolu kobiecym. Na razie z zadowoleniem widzę i słyszę, jak starsze stażem łódzkie zawodniczki, którym określone zachowania weszły już w krew, dzielą się na bieżąco doświadczeniami z młodszymi koleżankami

Według szefa Orto Med Sport byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie czynniki ekonomiczne. – Bo nie każda dziewczyna ma taką sytuację w domu, żeby móc sobie pozwolić na regularne kupowanie zdrowszej, ale droższej żywności. Co z tego, że zrobimy tysiące badań tolerancji pokarmowej i omówimy poszczególne aspekty dietetyczne, kiedy później proza życia wymusza określone postępowanie? Bo nawet jeśli ktoś ma środki na kupno tej zdrowej żywności, to może już nie mieć czasu na przygotowanie wartościowych posiłków. A przecież większość dziewczyn łączy grę w piłkę z normalną pracą lub nauką. Sam futbol jest dla nich ciągle bardziej zabawą niż zawodem – zaznacza.

– Patrząc szerzej, generalnie największym błędem, który popełniają najzdolniejsze polskie piłkarki, jest życie w mylnym przekonaniu o własnej niezniszczalności. Większości dziewczyn wydaje się, że jak są młode, to wszystko wytrzymają i są w stanie zagrać pięć meczów w tygodniu: w seniorkach, juniorkach, w lidze, pucharze, na turnieju czy rozgrywkach szkolnych. Nawet jeśli ktoś super sobie radzi, nie wolno go eksploatować bez umiaru przy każdej nadarzającej się okazji. Cudów nie ma i jeśli ktoś za młodu forsuje organizm na 150 procent, to wcześniej czy później ten organizm upomni się o zwrot tych 50 procent i odmówi posłuszeństwa. To trochę tak jak z motoryzacją: jeśli tuningujemy nasze auto, musimy się liczyć, że w konsekwencji silnik nie wytrzyma tak długo, jak przewiduje jego producent. Dziewczyny zbyt łatwo wierzą, że są odporne na wszystko. Ta sama uwaga dotyczy zresztą chłopaków, którzy już od małego zamiast bawić się piłką i czekać na sukces w dorosłych rozgrywkach, są pod presją wyniku w zmaganiach młodzieżowych.

Dr Kacprzak zgadza się też z opinią, że piłka nożna kobiet wymaga specjalnego podejścia: ze strony sztabu trenerskiego i medycznego, a także odpowiednik komórek organizacyjnych. – Trzeba brać poprawkę, że nie jest to tak medialny sport jak męska odmiana. Jeśli zaczynamy tworzyć system lig kobiecych, a mamy już teraz przecież cztery poziomy rozgrywkowe i z roku na rok coraz więcej drużyn, to cała struktura powinna być należycie doinwestowana, aby ten rozwój postępował należycie szybko. Inaczej nigdy nie dogonimy światowej czołówki. Jeżeli „coś” robimy, róbmy to najwyższym możliwym poziomie. A nie na zasadzie „jest, bo jest” i „jakoś to będzie”, bo przecież „inne federacje też to mają” – przekonuje. – No chyba że uznajemy futbol kobiecy z założenia za totalnie amatorski i nie poświęcamy mu uwagi, uznając ewentualne sukcesy za swoisty wybryk natury. Cały czas będę się upierał, że jeśli gdzieś powstaje drużyna, to musi to już być ona z prawdziwego zdarzenia. Tzn. nie tylko zawodniczkami i trenerem, ale także jego asystentem, kierownikiem, lekarzem i fizjoterapeutą. A baza nie może się ograniczać do samego boiska i ewentualnie zaprzyjaźnionej sali gimnastycznej. Albo ktoś uprawia sport i zapewniamy mu kompleksową opiekę, albo nie wtrącamy się w czyjąś zabawę.

– Profilaktyka i odnowa biologiczna są tak istotne, bo dzisiejszy sport stał się dużo bardziej atletyczny niż kiedyś i wymaga znacznie większej wytrzymałości. Już dawno nie wystarczy zwykły prysznic po treningu. Teraz standardem po każdych zajęciach powinno być użycie wałka i rolowanie wymęczonych mięśni – dodaje Dr Kacprzak. – My, pamiętając o tym, że anatomia kobiety jest inna i ryzyko narażenia choćby na urazy więzadłowe stanu kolanowego jest znacznie większe, już dawno to wprowadziliśmy w UKS SMS. I na szczęście, z rundy na rundę wygląda to wszystko coraz lepiej. Duża też w tym zasługa samego prezesa klubu, który zaufał nam całkowicie i pozwolił działać. Dziewczyny wykonują nasze ćwiczenia, w tym cały schemat treningu funkcjonalnego, ćwiczenia prawidłowego wzorca ruchowego, głębokiego czucia czy stabilizacji. Dzięki temu wszystkiemu tych kontuzji jest coraz mniej, a dziewczyny systematycznie robią postępy. Jasne, że nie wyeliminujemy zupełnie kontuzji, bo piłka nożna to sport kontaktowy i takowe zawsze będą się zdarzać. Ale chodzi o to, aby maksymalnie zredukować ryzyko związane ze zmęczeniem organizmu lub jego nieprzygotowaniem do wysiłku. Bierzemy przykład z Zachodu, gdzie największe asy współczesnego sportu nad własnym ciałem pracują nie tylko podczas dwugodzinnego treningu w klubie, ale o wiele, wiele dłużej. Zdają sobie bowiem sprawę, że ich ciało jest narzędziem pracy, które przynosi im miliony, i trzeba o nie dbać przez cały czas.

W opinii dr Kacprzaka wiele zawodniczek prezentowałoby się na boisku jeszcze lepiej i unikało jeszcze więcej urazów, gdyby w czasach szkolnych ich nauczyciele wf–u poświęcali więcej miejsca przygotowaniu gimnastycznemu. – Firmy produkujące obuwie piłkarskie prześcigają się w wypuszczaniu na rynek nowych modeli dla piłkarzy i piłkarek. Odważę się jednak stwierdzić, że generalnie nie jesteśmy jednak przygotowani na tak dobry sprzęt do grania. Poprawia on zwrotność, ułatwia hamowanie, ale wobec przeciążeń idących w parze z nieprzygotowaniem fizycznym wielokrotnie skutkuje to kontuzjami. Kiedyś zajęcia ogólnorozwojowe były na porządku dziennym w szkołach i każdy potrafił zrobić prawidłowo przysiad, przewrót, skłon. Wszyscy też wiedzieli jak skoczyć przez kozła czy stanąć na rękach. Teraz tej ogólnorozwojówki na lekcjach wf-u jest dużo mniej i dlatego później trenerzy poszczególnych sekcji mają dodatkowy problem – analizuje ortopeda z Łodzi. – Dawniej dzieciaki do zmierzchu szalały na podwórku, między innymi wyprawiając różne cuda na trzepaku. Dzisiaj zdecydowana większość wolny czas spędza przed komputerem…

– Wszyscy interesują się danym sportem, jeśli jest sukces. Jeżeli go nie ma, dyscyplina pozostaje osierocona. Nie inaczej jest w przypadku futbolu kobiecego. Na przełomowe osiągnięcie ciągle czekamy, ale nazwiska polskich zawodniczek coraz częściej pojawiają się w kontekście czołowych europejskich zespołów, co znaczy, że idziemy do przodu – wskazuje dr Kacprzak. – Widzę rosnące zainteresowanie piłką kobiecą nie tylko wśród samych dziewczyn, ale i ogólnie w społeczeństwie. Zauważam, że coraz więcej osób śledzi rozgrywki, interesuje się wynikami i kojarzy coraz więcej nazwisk. Znamienny jest fakt, że coraz więcej menedżerów kręci się przy futbolu kobiecym, co oznacza, że w tym sporcie drzemie naprawdę znaczny potencjał.

Niewykluczone zresztą, że to właśnie Łódź stanie się w najbliższych latach ośrodkiem, który będzie dawał przykład na to, jak powinien funkcjonować nowoczesny kobiecy zespół piłkarski. Kacprzak liczy, że w najbliższych miesiącach podopieczne Marka Chojnackiego nie zmarnują okazji na awans i po wakacjach namieszają już w krajowej elicie. Jak twierdzi, są ku temu wszelkie podstawy. – Przede wszystkim w szatni jest jednak znakomita atmosfera. Bez gwiazd zespół może się obejść, bez atmosfery już nie. Na szczęście w UKS SMS jest i jedno, i drugie. Bo nie brakuje reprezentantek kraju w różnych kategoriach (łącznie z Martyną Wiankowską, regularnie powoływaną do kadry seniorek), które tworzą kolektyw. Wystarczy się wybrać na jedno spotkanie, aby przekonać się o czym mówię – uśmiecha się ceniony ortopeda.

- Niezależnie od rozwoju wypadków zamierzam dalej pomagać tej drużynie. Ogólnie robię, co mogę, aby wspierać uzdolnioną młodzieży. Kiedy sam trenowałem, bardzo brakowało mi tego, że wszyscy interesowali się nami dopiero na samym końcu. Na nas zawsze brakowało pieniędzy, dla nas nie starczało już strojów, odżywek czy czasu lekarza. Oczywiście rozumiem, że priorytetem jest pierwsza drużyna, ale to nie powinno tak wyglądać. Bo żeby pierwszy zespół się rozwijał, musi być należyte zaplecze. Bez zaplecza bowiem, nie będzie wartościowych zmienników, którzy z czasem mogą stać się prawdziwymi gwiazdami. Gorąco wierzę, że obecna młodzież definitywnie zmieni porządki panujące w polskim sporcie i przestaniemy nareszcie odstawać od światowej czołówki – wyjaśnia Kacprzak. – A dlaczego akurat SMS? Mam ogromny sentyment do tego klubu i do tej szkoły. Tam się wychowywałem i gdy tylko pojawiła się możliwość, aby pomóc, nie zastanawiałem się długo. Ale inne dziecięce zespoły w okolicy też wspieramy w miarę możliwości. Kupujemy sprzęt, organizujemy pogadanki o zdrowiu i unikaniu kontuzji, robimy za darmo konsultacje i badania. Sam tego jako młody chłopak nie miałem i wiem, jakie to paskudne uczucie.

Komentarzy: 3

  1. Jacek

    Super artykuł . Uważam ,że we wszystkich SMS-ach tak powinno być . Brawo Panie doktorze. W piłce kobiecej i młodzieżowej potrzeba więcej takich LUDZI jak Pan.

Zostaw komentarz

  • (will not be published)